To był już dziewiąty Rejs Odkrywców. Pierwszy w tym roku, pod wieloma względami wyjątkowy. Tak, tak. Tak samo piszemy o każdym Rejsie, ale to prawda: każdy jest wyjątkowy.

Piątek, 22 kwietnia

Umówiliśmy się na Dworcu Centralnym o godzinie 6.30 po to, aby porannym pociągiem dojechać do Gdyni. Dokładnie o 11.29 wypakowaliśmy się na peronie i pół godziny potem mogliśmy wejść na pokład Zawiszy Czarnego. Zawisza Czarny to żaglowiec absolutnie wyjątkowy i nie wiemy, ile razy sami powtórzyliśmy: Zawisza ma w sobie TO COŚ. Zawisza gościł nasze dwa pierwsze Rejsy, których kapitanem był – tak jak teraz – Marek Ihnatowicz. Więc pierwszy powód, dla którego był to rejs wyjątkowy, był właśnie taki: wróciliśmy za Zawiszę.

Ponieważ z założenia miał to być krótki Rejs, podzieleni już na wachty szybko zaczęliśmy szkolenie. Wszystko to, co w teorii opowiadaliśmy i przygotowaliśmy w specjalnych książeczkach, teraz było na żywo. Co to cumy, co to trap, gdzie są zbiórki a gdzie kambuz, gdzie kubryk a gdzie moja koja, do czego służą odbijacze i dlaczego celny rzut rzutką jest tak ważny…

Dużo, bardzo dużo potrzebnej wiedzy. Już za chwilę mieliśmy to wszystko trenować w praktyce! W międzyczasie pierwsza wachta przygotowywała posiłek.

Natychmiast po obiedzie wyszliśmy z portu, od razu testując, jak ważna jest praca zespołowa, wszyscy rzucili się do cum i szpringów, abyśmy mogli sprawnie odejść od nadbrzeża i popłynąć na Hel. Dotarliśmy tam wczesnym wieczorem i zostaliśmy na noc.

Sobota, 23 kwietnia

Rano, po uroczystym podniesieniu bandery i po śniadaniu, poszliśmy na wycieczkę: bateria Laskowskiego, plaża, fokarium. Punktualnie o 12.00 wróciliśmy na Zawiszę i wypłynęliśmy z helskiego portu. Po wodach Zatoki Gdańskiej pływaliśmy do końca dnia i przez całą noc. Dopłynęliśmy do Rozewia, długo prowadziło nas światło tamtejszej latarni morskiej.

Niedziela, 24 kwietnia

Po niedzielnym śniadaniu wróciliśmy na chwilę na Hel a potem znowu wyruszyliśmy na morze. Postanowiliśmy zatrzymać się na kolejną noc przy Westerplatte i to była znakomita okazja do wycieczki pod jeden z ważniejszych polskich pomników. Wieczorem, już po kolacji, słuchaliśmy opowieści Andrzeja Ostrowskiego, naszego oficera II wachty, o wuju – rotmistrzu Witoldzie Pileckim.

Poniedziałek, 25 kwietnia

Pobudkę mieliśmy zapowiedzianą na 5.00 i już o 5.30 Jędrzej i Kuba, nasi desantowcy, rzucili cumy na pokład. Zaczęliśmy powrót do Gdyni, macierzystego portu Zawiszy, w którym trzy dni wcześniej zaczęliśmy nasza przygodę.

Rejs Odkrywców 2016 – w kwietniu na Zawiszy był wyjątkowy także dlatego, że po raz pierwszy mieliśmy na pokładzie tak liczną grupę młodych i bardzo młodych żeglarzy: 22 osoby ze średnią wieku 12 lat a najmłodszy, Adaś, dopiero za kilka miesięcy skończy 10. Zdecydowana większość po raz pierwszy w ten sposób miała do czynienia z morzem.

Dzieciaki radziły sobie doskonale. To prawda, że pogoda bardzo nam sprzyjała i Neptun oszczędził wyzwań, ale mimo wszystko uczciwie i z dumą mówimy: Załogo, byłaś świetna!

Tak jak zapowiadaliśmy w czasie wszystkich spotkań przedresjowych, na statku nic nie robi się samo. Wszyscy pracowaliśmy: w kuchni, podczas nawigacji, stojąc na oku, za sterem, sprzątając, myjąc pokład, pilnując statku w nocy. Nie płynęły z nami święte krowy – i jeśli czytają nas Mamy naszych niektórych żeglarzy – to mamy dla Was świetną wiadomość: Wasze dzieci potrafią obierać ziemniaki i myć toalety, to wszystko robiły podczas Rejsu 🙂

Wyjątkowa była Zawiszowa załoga stała: dwóch Krzyśków, bosman i kucharz, mechanik Darek i motorzysta Kuba. Przy tej liczbie młodych debiutantów wsparciem był dla nas spokojny głos bosmana Krzyśka, wydającego jasne polecenia czy kuka Krzyśka, który nie tylko świetnie nas karmił ale i cierpliwie tłumaczył tabunowi młodocianych podkuchennych co, gdzie i dlaczego. Wyjątkowy był czas Rejsu: najwcześniejszy z dotychczasowych, w kwietniu i najkrótszy z dotychczasowych: niespełna 4 dni, podczas gdy zazwyczaj spędzamy na morzu tydzień. To było celowe – mając na pokładzie tak młodych ludzi chcieliśmy ich zainteresować i zaciekawić, a nie przestraszyć czy zniechęcić. Emocji, wrażeń, nowych rzeczy i pracy i tak było sporo, i żal było schodzić z pokładu w momencie, kiedy młodzież zrozumiała i przyjęła za naturalny system wacht, podział obowiązków i swoją rolę w załodze.

Dla nas, ekipy Fundacji, wyjątkowe było to, że popłynęli z nami: Kacper i Karolina (każde z nich było w trzech Rejsach Odkrywców, a w ubiegłym roku zdobyli pierwsze uprawnienia żeglarskie) oraz Julka, uczestniczka dwóch Rejsów Odkrywców. Powierzyliśmy im dodatkowe zadania, wszyscy troje aktywnie wspierali nas w czasie przygotowań, Kacper właściwie prowadził „swoją” grupę a podczas Rejsu był starszym wachty. Dziewczyny, jako już doświadczone żeglarki, pomagały nam w ogarnianiu młodszych.

Nie mamy pojęcia, jak potoczą się dalsze żeglarskie losy naszych młodych Odkrywców. Życzymy im, aby czas spędzony na pokładzie Zawiszy, był przede wszystkim dobrym wspomnieniem i przygodą.  A sobie życzymy, aby kiedyś opowiedzieli nam, co wtedy odkryli.

Rejs Odkrywców 2016 – w kwietniu na Zawiszy

22/04/2016 – 25/04/2016
Gdynia – Gdynia
Kapitan: Marek Ihnatowicz
Liczba godzin: 70, w tym pod żaglami: 12, na silniku: 18,5.
Liczba mil morskich: 114,8.
Ekipa Fundacji: Ania Jachimczyk, Beata Wilewska, Agnieszka Maszewska, Andrzej Nalewajek, Robert Węgrzynowski, Marcin Maszewski, Kacper Kluczyk oraz Karolina Kluczyk i Julka Zając.

Fundacja Rejs Odkrywców

Dzielimy się żeglarską pasją, chcemy odkrywać siły i zainteresowania, w których sens wierzymy oraz uświadomić słabości, które warto pokonywać. Wszystko po to, aby budować, odtwarzać i podtrzymywać więzy towarzyskie, przyjacielskie i rodzinne. Wierzymy w ich dobrą moc i w nich widzimy szansę na wybór innej drogi niż nałóg, przemoc, patologia.


Tak, chcę pomóc!

Dodaj komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *

clear formPost comment